<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Wędrówka po śladach Yeti">
<author_1="Tom Stobart">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="12">
<date="1954-12-05">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Seria wodospadów połączonych bystrym nurtem czyniła rzekę w bardzo wielu miejscach niemożliwą do przebycia. Istniał jednak pewien odcinek, gdzie rzeka choć wartka, była gładka i głęboka. Jedynym kłopotem było, że tuż poniżej znajdował się 20-stopowy wodospad złączony z przerażającym prądem. Ktokolwiek się tam dostał — czekała go pewna śmierć. Skądinąd wydawało się możliwe dopłynąć do skały pośrodku rzeki, a stamtąd na przeciwległy brzeg. Zdecydowaliśmy, że jeśli pływaka przywiąże się do liny, uchroni go to od dostania się w wodospad, a w wypadku, gdyby nie udało mu się osiągnąć skały, będzie go można ściągnąć liną z powrotem na nasz brzeg. John Jackson zgodził się na ochotnika podjąć próbę, uwiązaliśmy go więc do liny, a Stanley Jeeves zakotwiczył sam siebie o przybrzeżny głaz. Potem opuścił Jacksona w lodowatą wodę. Jackson pociągnął za sobą nieco liny, wreszcie zanurzył się w nurt. Prąd chwycił go natychmiast, lecz on — znakomity i silny pływak — dotarł do skały. I tu zaczęły się trudności. Skała była tak śliska, że nie mógł znaleźć na niej punktu zaczepienia dla rąk. Obserwowaliśmy, jak bezradnie ją drapał. Potem prąd znów go porwał i odrzucił na środek rzeki. Jeeves począł wybierać linę z największym pośpiechem, lecz ku naszemu przerażeniu spostrzegliśmy, że Jackson pociągnął jej za sobą o wiele za dużo. W następnym momencie zniknął pod wodospadem. Przez moment staliśmy jak sparaliżowani. Potem lina naciągnęła się z szarpnięciem, które niemal ściągnęło Jeevesa z jego skały. Upłynęło zaledwie kilka sekund — nam wydawały się one godzinami — zanim Ralf Izzard i ja znaleźliśmy się nad krawędzią wodospadu i z przerażeniem spojrzeliśmy w kocioł, wrzący pod nami.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
